Musiałam na chwilę zwolnić tempo, musiałam też wyłączyć piekarnik, co wcale nie oznacza, że moja miłość do chleba również wygasła. Nic z tych rzeczy. Po prostu ktoś trzeci dyktuje mi teraz warunki i moim nadrzędnym celem jest uczynić wszystko, by rosnącemu malcowi pod sercem stworzyć idealne warunki  (czasem też w pozycji leżącej). To tak na wstępie. Ale już jestem i to z całkiem nowym, jeszcze ciepłym przepisem, na chleb pszenny z siemieniem lnianym na żytnim zakwasie. W sam raz dla leniwych piekarzy, lub też bardziej zapracowanych, albo dla tych, którzy chcą chleb zrobić, ale się nie narobić;) W każdym razie chleb jest łatwy i nie wymaga stania i doglądania. A po upieczeniu ma cudnie sprężysty miąższ i bardzo chrupiącą skórkę.
Czytaj dalej…

Przyszła jesień, a wraz z nią więcej kolorów i chęć spróbowania innych, bardziej wyrazistych smaków. Od zawsze uważałam, że dobry chleb to nie ten, który kusi dodatkami, jest tzw. „śmietnikiem”, ale ten na którego smak i aromat ma wpływ długo dojrzewający zaczyn i powolna fermentacja. Ale jak to mówią, tylko koń nie zmienia zdania. Czasem warto odejść choć na chwilę od ulubionych smaków i spróbować czegoś nowego. W moim przypadku ten chleb okazał się strzałem w dziesiątkę. Słodycz płynąca z rodzynek i niebiański zapach orzechów włoskich powinny być właściwą zachętą, by odświeżyć zakwas i wziąć się do pracy, tym bardziej, że chleb przy udziale drożdży robi się błyskawicznie.  Czytaj dalej…